W słabo oświetlonej sypialni odnaleziono siedmioletnią Emily Carter skuloną na podłodze, trzymającą stary, podarty koc. Dziewczynka była blada i wyraźnie przestraszona, a na jej ciele widoczne były oznaki złego traktowania. Jej ojciec, 38-letni Charles Carter, leżał nietrzeźwy na kanapie w salonie. Żadnego węża nie było. Kiedy funkcjonariusz Jensen zapytał Emily spokojnym tonem, gdzie się znajduje, prawda okazała się zupełnie inna — „wąż” nie był zwierzęciem, lecz bolesnym określeniem, którego ojciec używał w sytuacjach związanych z jego przemocowym zachowaniem.

Zgłoszenie nie dotyczyło więc żadnego zwierzęcia, lecz było próbą zwrócenia uwagi na dramatyczną sytuację dziecka.
Charles Carter został zatrzymany na miejscu. Ratownicy medyczni przewieźli Emily do szpitala, gdzie lekarze oraz pracownicy socjalni zbadali jej stan i potwierdzili, że dziewczynka od dłuższego czasu doświadczała krzywdy. Wkrótce zjawiła się detektyw Sarah Dalton z Wydziału Ochrony Dzieci, aby przyjąć formalne zeznania. Emily, choć mówiła drżącym głosem, opowiedziała o latach trudnych i pełnych strachu — o nieobecności matki, codziennym piciu ojca i o tym, jak wyglądało życie w domu, w którym nikt jej nie chronił.

Śledczy dokładnie przeszukali dom i odnaleźli kolejne przedmioty oraz ślady potwierdzające to, o czym mówiła dziewczynka. Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił prokuraturze postawić Charlesowi Carterowi szereg poważnych zarzutów, w tym dotyczących przemocy, narażenia dziecka na niebezpieczeństwo i wykorzystania jego bezbronności.

Początkowo Charles wszystkiemu zaprzeczał, twierdząc, że doszło do nieporozumienia i że Emily rzekomo wymyśla całą historię. Jednak gdy skonfrontowano go z dowodami oraz relacjami specjalistów, jego stanowisko zaczęło się chwiać. W obliczu faktów i świadectw nie mógł już utrzymywać swojej wersji wydarzeń.
